Przygotowanie do nadchodzącego kresu życia.

Re: Mąż gg26071952 (wątek archiwalny)

Nieprzeczytany postautor: rakar » 05 gru 2017, 01:05

mmm pisze:Nadzieja nie umiera nigdy,umierają ludzie.Pamiętajcie,śmierć jest ponadczasowa.A może od raka lepszy jest zawał, który to kończy ludzkie cierpienie znacznie szybciej.I co mi z leczenia, koło zamknie się po roku,dwóch czy też trzech. A co się wszyscy umordują.Do momentu stracenia świadomości człowiek czuje lęk,później możemy się domyślać ale nie wiemy co jest naprawdę.


Po to się zapisałeś na forum, żeby to napisać?

Przeważnie każdy boi się śmierci. Może nie bałby się, gdyby Kościół katolicki przez tysiąclecia nie straszył nią.
Poza tym, "wszyscy chcą do nieba, tylko nikt nie chce umierać".

No to co nam napiszesz w temacie naszego forum?

Obrazek Trudno poważnie dyskutować z kimś pozbawionym poczucia humoru
Ur.1949
III'2007 PSA 8,28;biopsja Gl1+2!?;10/V/2007 limfadenektomia węzły b/z;IX'PSA 0,07;HT VIII-XII;RT XII'07-I'08 7400cGy/37frakcji;cTpN0M0
IV'2008 PSA 0,08; X’ TK ok XII' zastrzyki przeciwzakrzepicowe
I'2009 - XII' PSA 0,35 ng/ml - 0,60 ng/ml
I’2010 MRI ok, zastrzyki przeciwzakrzepicowe do IV’, III’ scyntygrafia & TRUSok, IX’ biopsja spartolona, VII' PSA 0,61;XII' 0,83;
VII'2011 1,03 T'2,33 MRI podejrzenie wznowy VIII’ biopsja- Sclerosis atrophicans prostatae;XI' MRI b/z - obserwować, PSA XI' 1,85;
V'2012 PSA 2,68 T 2,33;VII' 3,37 T'1,23;VII' PET-CT z octanem sugeruje proces nowotworowy; X' PSA 5,40;od X' Apo-Flutam 3x dziennie;po 1 mieś. PSA 1,28; 2 mieś. 1,05; 3 mieś. PSA 0,837;T 2,07
I'2013 zastrzyk Diphereline 11,25 mg na 3 mieś.; IV'2013 PSA 3,14 drugi Dipheriline+ Apo-flutam(zaniechany po 3,5 dniach);IV' w innym lab. PSA po 2 dniach 5,31, po 2 tyg. w swoim lab. PSA 1,92 ng/ml, T 0,19 ng/ml; VI' PET-CT z Choliną rak w obrębie stercza, VII' PSA 9,50 ng/ml, bikalutamid 50 mg * biopsja stercza = ogólnie Gleason 5+4, jeszcze w obrębie torebki (margines 0,2 mm); VIII' PSA 1,30 * T 1,51 bikalutamid 50mg; IX' Zmiana na Eligard PSA 0,85 przed BT IX/X' - 30 Gy=3x10;
I'2014 PSA 0,38 ng/ml {odstawiony bikalutamid}III' PSA 0,86{koniec działania Eligardu} IV' T 0,58 ng/ml*PSA 1,17 ng/ml; VI' T 2,35 & PSA 3,24;VII' T=2,25 & PSA 4,04* VIII' PSA 4,20 T 2,52 PET naciekanie na pęcherz, pęcherzyki nasienne, węzły chłonne| VIII' PSA 4,00 T 2,58 | IX' PSA 4,02 T 1,53 | XI' PSA 6,90 Apo-Flutam 2 tyg, po tym Eligard|
I'2015 PSA 1,65>II' PET-CT z choliną, praktycznie jak w roku poprz.>IV' PSA 8,83 ng/ml, T 1,69 ng/dl, zastosowano bikalutamid> 05' uretrotomia (pobrano próbki do badania histopatol.) V' PSA 1,10; VII' PSA 0,23 ng/ml; IX' 0,26 ng/ml, XI’ TURP, XI/XII' 0,35 ng/ml
I'2016 PSA 0,34 ng/ml, T 0,12 ng/dl / II/II'I PSA 0,41 ng/ml; IV' PSA 0,62 ng/ ml, T 0,23 ng/dl; VI' PSA 0,87 ng/ml, VII posiew ujemny(zaskoczenie), IX PSA 1,70 ng/ml; IX/X' PET-CT progresja, meta do węzła chłonnego biodrowego wspólnego prawego; X' PSA 1,66 ng/ml, T 0,17 ng/dl; XI' PSA 2,14 ng/ml; XII' PSA 3,03 ng/ml, T 0,104 ng/ml
I'2017 PSA 4,05 ng/ml, 08/02/2017 urestomia, II/III'2017 4,88 ng/ml, IV/V'17 PSA 5,36 ng/ml, 1-31maja badanie kliniczne ARAMIS, 5 maja Eligard pół roku, V/VI PSA 6,74 ng/ml, VI/VII 7,28 ng/ml; VIII PSA 9,87 ng/ml, T 0,091ng/dl 24/VIII Xtandi, 19/IX PSA 2,21 ng/ml, 04/X Eligard 45, 16/X PSA 1,55 ng/ml, 13/XI PSA 1,80 ng/ml, 05/XII PSA 3,43 ng/ml, T 0,127L ng/ml,
I'2018 PSA 9,67 ng/m/; scyntygrafia kości wolne od meta; 22/I' PSA 8,08 ng/ml; 24/I' liczne nacieki; 26/I' ChT I wlew docetakselu (jeszcze 9), II'2018 TURBT (koagulacja), badanie histopato: rak prostaty + wykryto drobnokomórkowy rak neuroendokrynny; III/IV' Eligard 45: IV' MRI pęcherz, węzły, odbyt nacieki PSA 7,97 ng/ml; V' PSA 5,92 ng/ml; VI' PSA 3,22 ng/ml; 22/06 ostatni wlew, przerwano ChT; 2 mieś po ChT PSA 1,81 ng/ml
Awatar użytkownika
rakar
Złoty Gladiator
Złoty Gladiator
 
Posty: 8872
Rejestracja: 09 lip 2007, 10:09
Lokalizacja: Olsztyn
Blog: Wyświetl blog (0)

Re: Mąż gg26071952 (wątek archiwalny)

Nieprzeczytany postautor: stanis » 05 gru 2017, 06:36

rakar pisze:

Przeważnie każdy boi się śmierci. Może nie bałby się, gdyby Kościół katolicki przez tysiąclecia nie straszył nią.
Poza tym, "wszyscy chcą do nieba, tylko nikt nie chce umierać".


Opowiem przykład z życia wzięty.
Miałem kolegę w pracy, u którego PSA stale rosło i dochodziło już do 24 ng/ml. Stale go ostrzegałem i nakłaniałem do badania mpMRI ponieważ miał już 4 biopsje, które nie potwierdziły raka. Czekał na termin badania mpMRI. Pracował intensywnie jako projektant branży konstrukcji stalowych.

Nie było mnie tydzień w kraju a on przewrócił się w czasie pracy przy komputerze, umarł na zawał, zanim przyjechała karetka reanimacyjna.

Nawet nie zdązyłem wrócic z delegacji na jego pogrzeb. SMUTNE =( Ale patrząc inaczej na jego i rodziny cierpienia w przypadku potwierdzenia RGK to wybrała go szybka i niespodziewana śmierć. Miał tylko 61 lat. Zostawił zonę , syna 17 lat i córkę 14 lat.
r. 1950; 2013.09 PSA=6,7; 2013.12-Biopsja: pobrano 14 bioptatów, w 1-nym CaP, Gleason (3+4); 2013.02-Scyntygr.OK, CT -OK; 2014.03-RP Gleason (3+3); T2N0M0; 2014.05-PSA=0,003; 2014.08-PSA=0,002; 2014.08 - 1-sza uretrotomia; 2014.11 - PSA=0,013 ng/ml, 2-ga uretrotomia-2014.12; 2014.12 PSA=0,016ng/ml; 2015.03 PSA=0,019ng/ml; 2015.05 PSA=0,023; 2015.07 PSA=0,028; 2015.08 PSA=0,030 ng/ml; 2015.10 PSA=0,044 ng/ml; 2016.01 PSA=0,050 ng/ml; 2016.04 PSA=0,056 ng/ml; 2016.05 PSA=0,061 ng/ml; 08.2016 PSA=0,069 ng/ml; 11.2016 PSA=0,066 ng/ml; 01.2017 PSA=0,088 ng/ml; 05.2017 PSA=0,098 ng/ml; 09.2017 PSA=0,106 ng/ml; 12.2017 PSA=0,142 ng/ml; 03.2018 PSA=0,182 ng/ml
XII 2017 - powtórne badanie hist-pat operacyjny: GL=3+4, nwt w wielu miejscach GK także podtorebkowo, marginesy zbyt wąskie dla oceny (-), pęcherzyki,+ nasieniowody bez nacieku.

IV-V 2018 tomoRT 35 x 10-70 Gy, PSA przed RT 0,191 ng/ml
V.2018 PSA = 0,056 ng/ml; VI.2018 PSA = 0,039 ng/ml; VIII.2018 PSA = 0,023 ng/ml
________________________________________________
Take care of your body, it's the only place you have to live in!
Awatar użytkownika
stanis
Gladiator
Gladiator
 
Posty: 2144
Rejestracja: 10 sie 2014, 12:51
Lokalizacja: Śląsk
Blog: Wyświetl blog (2)

Hospicjum w Sosnowcu

Nieprzeczytany postautor: dr Google » 06 sty 2018, 10:11

Sporo prawdy jest w pon. artykule.




Na końcu szybkiej ścieżki onkologicznej jest przepaść?

Autor: Katarzyna Gubała/Rynek Zdrowia 05 stycznia 2018 06:00


Dodaje, że podczas leczenia i kontroli pacjent jest informowany o stopniu zaawansowania choroby, o możliwościach leczenia oraz o rokowaniach.

- Pytamy, czy te informacje są zrozumiałe dla pacjenta i dla jego rodziny lub osób wskazanych. Należy jednak pamiętać, że w sytuacji choroby nowotworowej, która jest bardzo trudna i ''himeryczna'' "chimeryczna" w leczeniu, każdy chce wierzyć w cuda. Bywa że pacjenci nie chcą podejmować leczenia hospicyjnego. Maja mylne wrażenie, że lekarze nic już im nie maja do zaoferowania – podsumowuje onkolog.

Nie kojarzmy hospicjum tylko z odchodzeniem

Małgorzata Czapla, prezes Hospicjum Sosnowieckiego im. św. Tomasza Apostoła w Sosnowcu, w rozmowie z Rynkiem Zdrowia wskazuje, że w ostatnich 5 latach w opiece nad pacjentem onkologicznym wiele się zmieniło.

- Ośrodki onkologiczne znają adresy placówek opieki paliatywno-hospicyjnej i kierują pacjentów wprost do nich. Hospicja działają już w każdym większym mieście. Nawet jeśli nie ma placówki stacjonarnej, działa hospicjum domowe. To dobre zmiany, chociaż pozostał problem zbyt dużej liczby potrzebujących w stosunku do możliwości. Hospicja nie są w stanie z dnia na dzień objąć opieką wszystkich potrzebujących - przyznaje Małgorzata Czapla.

W grudniu 2017 r. hospicjum, któremu szefuje przeniosło się do nowej, dużej siedziby przy ul. Hubala Dobrzańskiego 131. Dotychczas sosnowieckie hospicjum świadczyło pomoc tylko w zakresie hospicjum domowego.

W nowo powstałym ośrodku znajdują się m.in. hospicjum stacjonarne dla chorych wymagających opieki całodobowej, dzienny ośrodek opieki dla chorych mobilnych. Hospicjum oferuje też wsparcie psychologiczne dla chorych i opiekunów, pomoc w rozwiązywaniu problemów opiekuńczych i socjalnych, ma wypożyczalnię sprzętu pielęgnacyjno-rehabilitacyjnego.

- Jeszcze kilka lat temu hospicjum było kojarzone tylko z ostatnim etapem życia, z odchodzeniem.
Owszem, jeżeli choroba nowotworowa została u pacjenta zdiagnozowana w bardzo zaawansowanym stadium, to opieka paliatywna trwa kilka miesięcy, ale jeśli ktoś ma rozpoznanie na wczesnym etapie, ma wdrożoną szybką diagnostykę, intensywne leczenie - choroba przyjmuje znamiona choroby przewlekłej, z większymi lub mniejszymi dolegliwościami, dającymi się opanować. Jednym z naszych głównych zadań staje się wtedy monitorowanie wszystkich dolegliwości, które rozwijają się w czasie choroby. Im wcześniej chory paliatywny zgłosi się do nas, tym lepiej mu pomożemy
- wyjaśnia prezes sosnowieckiego hospicjum.


http://www.rynekzdrowia.pl/Uslugi-medyc ... 1,8,3.html



Cos mi sie wydaje, ze autorka artykulu nie przeczytala swojego produktu przed jego opublikowaniem. -zb
Awatar użytkownika
dr Google
Użytkownik
 
Posty: 80
Rejestracja: 19 cze 2013, 08:09
Blog: Wyświetl blog (0)

Re: Przygotowanie do nadchodzącego kresu życia.

Nieprzeczytany postautor: stanis » 10 sty 2018, 11:16

Jak rozmawiać o śmierci i umieraniu?


Czy potrafimy rozmawiać o śmierci i umieraniu? Z rozwagą, być może lękiem ale też z szacunkiem. Rozmawiać wprost, nie uciekając wzrokiem i nie ucinając tematu słowami "daj spokój, co to za pomysł"!



r. 1950; 2013.09 PSA=6,7; 2013.12-Biopsja: pobrano 14 bioptatów, w 1-nym CaP, Gleason (3+4); 2013.02-Scyntygr.OK, CT -OK; 2014.03-RP Gleason (3+3); T2N0M0; 2014.05-PSA=0,003; 2014.08-PSA=0,002; 2014.08 - 1-sza uretrotomia; 2014.11 - PSA=0,013 ng/ml, 2-ga uretrotomia-2014.12; 2014.12 PSA=0,016ng/ml; 2015.03 PSA=0,019ng/ml; 2015.05 PSA=0,023; 2015.07 PSA=0,028; 2015.08 PSA=0,030 ng/ml; 2015.10 PSA=0,044 ng/ml; 2016.01 PSA=0,050 ng/ml; 2016.04 PSA=0,056 ng/ml; 2016.05 PSA=0,061 ng/ml; 08.2016 PSA=0,069 ng/ml; 11.2016 PSA=0,066 ng/ml; 01.2017 PSA=0,088 ng/ml; 05.2017 PSA=0,098 ng/ml; 09.2017 PSA=0,106 ng/ml; 12.2017 PSA=0,142 ng/ml; 03.2018 PSA=0,182 ng/ml
XII 2017 - powtórne badanie hist-pat operacyjny: GL=3+4, nwt w wielu miejscach GK także podtorebkowo, marginesy zbyt wąskie dla oceny (-), pęcherzyki,+ nasieniowody bez nacieku.

IV-V 2018 tomoRT 35 x 10-70 Gy, PSA przed RT 0,191 ng/ml
V.2018 PSA = 0,056 ng/ml; VI.2018 PSA = 0,039 ng/ml; VIII.2018 PSA = 0,023 ng/ml
________________________________________________
Take care of your body, it's the only place you have to live in!
Awatar użytkownika
stanis
Gladiator
Gladiator
 
Posty: 2144
Rejestracja: 10 sie 2014, 12:51
Lokalizacja: Śląsk
Blog: Wyświetl blog (2)

Uporczywa terapia

Nieprzeczytany postautor: zosia bluszcz » 12 lut 2018, 10:08

Uporczywe leczenie: kiedy powiedziec "stop"?


M:[Co to jest uporczywa terapia?

Ł: Według nauczania Kościoła katolickiego w uporczywej terapii pacjent jest „utrzymywany przy życiu lub jest się w stanie dać mu jakiś czas życia za cenę kolejnych i ciężkich cierpień.” Polega to na „stosowaniu środków szczególnie wyniszczających i uciążliwych dla chorego, skazując go na sztucznie przedłużaną agonię”. Można powiedzieć, że jest to takie leczenie, które przedłuża życie pacjenta, ale przynosi mu więcej ciężarów niż korzyści.

M: W jakich sytuacjach należy stosować uporczywą terapię, a kiedy pozwolić pacjentowi po prostu odejść?
Ł: Pojęcie uporczywej terapii powstało po to, aby wskazać, kiedy lekarz może zaprzestać leczenia. W tym celu powinien się zastanowić nad korzyściami, jakie pacjent odnosi dzięki leczeniu oraz jakie wiążą się z tym leczeniem ciężary. Terapia będzie uporczywa wtedy, gdy ciężary, jakie pacjent musiałby znosić, są niewspółmierne do odnoszonych przez niego korzyści.
Koncepcja uporczywej terapii powstała po to, aby pomóc lekarzowi zidentyfikować sytuację, z której wolno mu się wycofać. W dużym stopniu będzie to ocena kliniczna. W określonych granicach lekarz może przewidzieć, jakiego rodzaju niepożądane skutki mogą nastąpić i jakich korzyści można się spodziewać. W takich ocenach nie może jednak zabraknąć wzięcia pod uwagę oczekiwań pacjenta, jego preferencji, wytrzymałości, przekonań religijnych itp. One wszystkie stanowią najważniejszy punkt odniesienia przy bilansowaniu korzyści, jakie pacjent może odnieść i cierpień, jakie jest gotowy znosić. Oceny korzyści i cierpień pacjenta nie można sprowadzić do oceny klinicznej. Ocena zasadności kontynuowania leczenia musi też uwzględniać rozmaite konteksty, w których znajduje się pacjent: życiowy, społeczny, emocjonalny, a także światopoglądowy, w tym ten ustanawiany przez wartości religijne. To co dla jednego pacjenta będzie uporczywe, dla innego już takie może nie być.

M: Czy uporczywa terapia jest etyczna?
Ł: Kodeks Etyki Lekarskiej mówi, że lekarz nie ma obowiązku podejmowania i prowadzenia uporczywej terapii. Podstawowym obowiązkiem lekarza jest zaś dbanie o dobro pacjenta. Jeśli więc lekarz będzie wdrażał postępowanie, w wyniku którego pacjent poniesie więcej ciężarów niż odniesie korzyści, to będzie postępował wbrew swojemu obowiązkowi.

M: Rodziny często nalegają, żeby lekarze, pomimo kiepskiego stanu chorego, podjęli uporczywe leczenie. Czy z tymi rodzinami nikt nie rozmawia i nie tłumaczy, że stan pacjenta jest bardzo ciężki, że już się nie da?

Ł: Tak naprawdę to często jest problem z nadzieją. Z jednej strony wierzymy, że nadzieja jest czymś co pozwala przenosić góry, ale z drugiej trzeba pamiętać, że nadzieja, która nie ma odpowiednich podstaw w wiedzy, może prowadzić do krzywdzenia innych i popełniania poważnych błędów. Skąd się ta nadzieja bierze? Z różnych źródeł. Z naszych emocji, pragnień, wartości. Wierzymy też w medycynę. Z mediów co jakiś czas dowiadujemy się o kolejnym cudzie medycyny. To też może prowadzić do zawyżonych oczekiwań, czyli bezpodstawnej nadziei.

M: A może wynika to braku odpowiedniej komunikacji pomiędzy lekarzem a pacjentem? Często jest tak, że lekarze nie informują rodziny o tym, jaki naprawdę jest stan chorego…

Ł: Przede wszystkim trzeba pamiętać, że szczegółowe informowanie bliskich może się odbyć za zgodą chorego. Ale i tu pojawiają się trudności, kiedy to informowanie bywa wybiórcze. Skąd to się bierze? Często z nieumiejętności mówienia o trudnych sprawach. A to może wynikać z braku kształcenia w tym zakresie. Z badań NRL wynika, że znakomita większość polskich lekarzy uważa umiejętności komunikacyjne za ważne lub bardzo ważne w ich zawodzie, a równocześnie większość z nich twierdzi, że nie przechodziła szkolenia w tym zakresie. Wciąż też pokutują niechęci i stereotypy związane z informowaniem pacjenta. Czasem bliscy chorego mają zawyżone czy nierealistyczne oczekiwania. Z jednej strony świat ich usposabia do tego, z drugiej od początku nie są wystarczająco dobrze poinformowani o stanie chorego. I kiedy przychodzi sytuacja bez wyjścia, ta informacja spada na nich jak grom z jasnego nieba. Oni cały czas wierzyli, że uda się uratować chorego. Będzie im trudno uwierzyć, że już nie da się nic zrobić.

M: Z drugiej strony, jeśli chory może rozmawiać, to warto go zapytać czy popiera stosowanie uporczywej terapii…

Ł: A to jest już inna sprawa. W przypadku pacjenta, który jest zdolny wyrazić zgodę, odmowa poddania się leczeniu prawie zawsze jest wiążąca. Pacjent może powiedzieć ”Nie życzę sobie takiego lub innego leczenia" i w ten sposób wyznaczyć granice interwencji medycznej. Nie musi więc poddawać się interwencjom, które uznaje za nieodpowiednie dla siebie. Jest to trudna sytuacja dla lekarza, który uważa, że jest w stanie pomóc pacjentowi. Lekarze powinni uczyć się, jak radzić sobie z odmową pacjenta poddania się interwencji, która w ich opinii jest wskazana. Czym innym natomiast jest niepodejmowanie leczenia daremnego.

M: Czyli takie leczenie, które nie przyniesie pacjentowi korzyści….

Ł: Jest to leczenie, które przestało przynosić lub nie przynosi pacjentowi korzyści terapeutycznych. Czym innym jest natomiast uporczywa terapia, której pojęcie pochodzi z katolickiego nauczania moralnego. Mówiąc skrótowo, uporczywa terapia to postępowanie przynoszące pacjentowi więcej ciężarów niż korzyści. Oczywiście lekarz powinien się powstrzymać od działań bezcelowych lub szkodliwych dla pacjenta. Naturalnie, mogą się tu pojawić trudności w ocenie, co stanowi korzyść dla pacjenta. Najlepiej jeżeli można o to zapytać pacjenta. Temu służy etyczna i prawna instytucja świadomej zgody. I jeżeli jest to tylko możliwe, to należy z tej instytucji skorzystać.

Chwile, w których trzeba odstąpić od leczenia to dla lekarza rodzaj testu jego postawy wobec własnego zawodu. Lekarz powinien zadać sobie wtedy pytanie: Co jest dobrem tego pacjenta? Co mogę, a co wolno mi dla niego zrobić? Lekarze mogą zrobić bardzo wiele, ale nie wszystko powinni. To kwestia profesjonalizmu lekarskiego, który kiedyś nazywano powołaniem lekarskim.

Aby odpowiedzieć sobie na te pytania, lekarz musi wcześniej rozstrzygnąć, jakie są granice tego, co jest wymagane w medycynie, a także czy to, co możliwe jest tym, co jest moralnie dopuszczalne lub wymagane. Lekarze są uczeni działania. A czasem mądrość polega na tym, by powiedzieć: Wystarczy.



https://www.youtube.com/watch?v=1HjFWiUs7f0


http://www.medexpress.pl/uporczywe-lecz ... stop/69503
[color=#FFBF00]..........................Obrazek
zosia bluszcz
Złoty Gladiator
Złoty Gladiator
 
Posty: 7606
Rejestracja: 13 cze 2009, 02:06
Blog: Wyświetl blog (0)

Re: Przygotowanie do nadchodzącego kresu życia.

Nieprzeczytany postautor: rakar » 26 mar 2018, 11:24

Trudne sprawy

Przed chwilą otrzymałem opowiastkę, która bardzo mnie wzruszyła, i która znakomicie odzwierciedla postępowanie osób nas wspierających na forum w stosunku do nas
.


Obrazek
Awatar użytkownika
rakar
Złoty Gladiator
Złoty Gladiator
 
Posty: 8872
Rejestracja: 09 lip 2007, 10:09
Lokalizacja: Olsztyn
Blog: Wyświetl blog (0)

Re: Przygotowanie do nadchodzącego kresu życia.

Nieprzeczytany postautor: rakar » 29 lip 2018, 11:55

Kora nie żyje. Miała 67 lat (http://www.tvn24.pl)
https://www.tvn24.pl/kultura-styl,8/kor ... 57057.html


Kora walczyła o zalegalizowanie marihuany, jako środka przeciwbólowego.

Część Jej pamięci.


Obrazek
Awatar użytkownika
rakar
Złoty Gladiator
Złoty Gladiator
 
Posty: 8872
Rejestracja: 09 lip 2007, 10:09
Lokalizacja: Olsztyn
Blog: Wyświetl blog (0)

Re: Przygotowanie do nadchodzącego kresu życia.

Nieprzeczytany postautor: starys » 02 paź 2018, 10:30

Dzień dobry :)
nie jestem pewny czy akurat ten wątek jest właściwy dla poniższego artykułu, a sądzę że powinien on się znaleźć na forum.

Mam też wykaz hospicjów w Polsce, gdzie ją wkleić?
Pozdr.

Hospicjum. Dla kogo opieka paliatywna
Judyta Watoła

Większość chorych chciałaby odejść bez bólu, we własnym domu, w otoczeniu bliskich. Na ogół jednak umierają w szpitalach, wśród obcych i cierpiąc z powodu desperackich prób leczenia ich do ostatka. Dlaczego tak się dzieje? Co może zaoferować współczesna medycyna, gdy nieuchronnie zbliża się ostatni etap życia?

Skąd się wzięły hospicja? Z miłości! Był rok 1947. Dawid Taśma miał 40 lat. Był uchodźcą z warszawskiego getta. W Anglii pracował jako kelner. Myślał, że przegrał swoje życie. Ucieczka z piekła wojny, życie wśród obcych, a teraz choroba.

Cicely Saunders miała 29 lat i dyplom pielęgniarki. Nie mogła jednak pracować w zawodzie, bo miała chory kręgosłup. Została pracownicą socjalną w szpitalu św. Tomasza w Londynie i opiekowała się oddziałem, na którym leżał Dawid.

Spytał ją, czy umiera. Powiedziała prawdę: umierał. Przychodziła potem do niego wiele razy. Zakochali się. - Całe życie czekałem na miłą dziewczynę, w końcu się pojawiłaś i popatrz, w jakim jestem stanie - mówił Dawid. I prosił: - Powiedz coś, co by mnie pocieszyło.

Na randkach rozmawiali o tym, jak opiekować się umierającymi, co można dla nich zrobić, żeby odchodzili bez bólu, w spokoju, pogodzeni. Dawid zobaczył, że współtworzy coś, co może przynieść wielki pożytek, że jego życie nie jest jednak bez sensu.

Umarł, pozostawiwszy Cicely swoje zdjęcie, szlafrok, zegarek i 500 funtów (dziś byłoby to przeszło 13 tys.). Przede wszystkim jednak Dawid zostawił Cicely cel. Poszła do założonego w Londynie jeszcze w 1893 r. Domu św. Łukasza dla Umierającej Biedoty. Pomagała tam roznosić chorym lekarstwa, rozmawiała z nimi, modliła się, czasem im śpiewała. Zauważyła, że traktuje się tam pacjentów szczególnie: nie jak kolejne przypadki, ale tak, jakby każdy z nich był kimś wyjątkowym. Zauważyła też, że nikogo nie poddaje się już radykalnemu leczeniu i że nikt nie zwija się z bólu, tak jak to widziała wcześniej w szpitalu. Chorzy w Domu św. Łukasza dostawali tyle leków, ile im było potrzeba.

Dla Cicely było to bezcenne doświadczenie. Pomagała dalej przy chorych, a jednocześnie studiowała medycynę. W 1958 r., kiedy miała już dyplom lekarza w ręku, założyła Hospicjum św. Krzysztofa. Dało ono początek tysiącom innych na całym świecie.
Hospicjum dla dzieci. Odczarujmy ten smutek


Kiedy leczenie to już tylko męka


Spytałam kiedyś znanego onkologa, co robi, kiedy przychodzi moment, żeby powiedzieć choremu, że tu już nic nie pomoże, a kontynuowanie uciążliwej terapii będzie tylko męką. Odpowiedział, że podpowiada mu to intuicja, ale czasem próbuje ją zagłuszyć. Doświadczył tego we własnej rodzinie. U jego młodej synowej wykryto raka w bardzo zaawansowanym stadium. Poradził synowi, żeby wykorzystali czas, jaki mają. Gdzieś pojechali i nacieszyli się sobą. Ale oni wybrali walkę za wszelką cenę. Synowa umarła wycieńczona nie tylko chorobą, lecz także leczeniem.

Kiedyś ludzie umierali w domach, dziś - przeważnie w szpitalach. Tam wyszkoleni w ratowaniu lekarze podejmują wszelkie starania, by wydłużyć życie. Robią to nawet wtedy, gdy wiedzą, że koniec jest już nieuchronny, że tak naprawdę nie ma żadnej nadziei. Operacje, serie chemii, napromienianie wyniszczają organizm, który i tak nie może się już obronić przed nowotworem. Przynoszą za to dodatkowy ból, gorączkę, wymioty, infekcje, dreszcze. To zamienia ostatni etap życia w udrękę.

Dlaczego lekarze tak postępują? Nie dlatego, że chcą źle dla swoich pacjentów. Raczej dlatego, że nie potrafią albo nie mają odwagi powiedzieć im prawdy, boją się odbierać nadzieję albo czują, że są pod presją rodziny. Często przez to sami ulegają złudzeniom.

Dr Atul Gawande, słynny amerykański lekarz, w książce zatytułowanej "Śmiertelni. Medycyna i to, co najważniejsze" pisze o badaniach przeprowadzonych przez socjologa Nicholasa Christakisa. Zapytał on lekarzy opiekujących się śmiertelnie chorymi pacjentami, ile mogą jeszcze żyć ich podopieczni. Okazało się, że 63 proc. pytanych przeszacowało długość życia swoich pacjentów, a tylko 17 proc. oceniło ją zbyt nisko. W innych badaniach ponad 40 proc. onkologów przyznało, że proponuje chorym leczenie, w którego skuteczność w zasadzie nie wierzy.

Kiedy więc zrezygnować z agresywnego leczenia i zdecydować się na opiekę hospicjum? Na pewno wtedy, gdy lekarz, który prowadzi leczenie, sam stwierdzi, że wyczerpał już wszystkie metody, by powstrzymać postępujący rozwój choroby, i da choremu skierowanie.

Problem w tym, że pacjenci z reguły dowiadują się o wyczerpaniu możliwości leczenia, kiedy są jeszcze we względnie dobrej formie. Często nie potrafią przyjąć tego do wiadomości. Wtedy lekarz też może zacząć się wycofywać, proponować skorzystanie z jakiejś niestandardowej terapii itp.

Warto w takiej sytuacji przynajmniej spróbować porozmawiać ze specjalistą medycyny paliatywnej. To pomoże zrozumieć, że rezygnacja z agresywnego leczenia nie oznacza wcale nierobienia w ogóle niczego. Przeciwnie. Różnica tkwi w priorytetach. Celem standardowego leczenia jest ratowanie i przedłużenie życia. Cel medycyny paliatywnej to uczynienie ostatniego etapu życia jak najpełniejszym, na ile tylko się da wolnym od bólu, zarówno fizycznego, jak i psychicznego.
Dzień z życia lekarza z hospicjum "O śmierci nie rozmawiamy" [REPORTAŻ]


Nazwa, która źle się kojarzy


Dr Jadwiga Pyszkowska, która w latach 80. ubiegłego wieku współtworzyła hospicjum w Katowicach, jedno z pierwszych w kraju, nie lubi słowa "hospicjum", bo dawno temu znaczyło tyle, co przytułek. - Ludziom ta nazwa źle się kojarzy. Że niby hospicjum to tylko umieranie. My, potem ksiądz i już pogrzeb. Dlatego, lepiej używać określenia "opieka paliatywna" - przekonuje.

Opieka paliatywna to wielospecjalistyczna zespołowa opieka medyczna i pozamedyczna nad ludźmi chorującymi na nieuleczalne, postępujące i wyniszczające choroby. Jej cel to poprawa jakości życia w ostatnich miesiącach, tygodniach czy dniach. By człowiek jak najmniej cierpiał, wykorzystał ten czas na załatwienie ważnych dla niego spraw i cieszył się obecnością bliskich.
Jednym z filarów opieki paliatywnej jest oczywiście medycyna. Zadaniem hospicjum jest minimalizowanie bólu u chorego. Lekarz hospicjum jest specjalistą, który potrafi odpowiednio ustawić dawki leków. W celu zmniejszenia dolegliwości związanych z chorobą stosuje się też radioterapię paliatywną (naświetlanie m.in. w celu ustąpienia duszności, zmniejszenia guzów powstałych w wyniku przerzutów), chemioterapię.

Czasami chory idzie na operację, która ma na celu już nie leczenie, lecz zmniejszenie dolegliwości wywołanych chorobą.

Opieka paliatywna polega także na pomocy w codziennym pielęgnowaniu pacjenta, nauczeniu bliskich tego, jak mają to robić. Jeśli jest taka potrzeba, wysyła się do nich psychologa, a jeśli chcą, to księdza, ale tylko jeśli taka jest ich wola. Bo choć wiele hospicjów działa przy stowarzyszeniach związanych z Kościołem, jedną z podstawowych zasad ruchu jest nienarzucanie nigdy obecności duchownego. Do zadań hospicjum należy też opieka nad rodziną, czasami sprowadzenie notariusza. Jeśli to potrzebne - zawiadomienie bliskich o stanie pacjenta i umożliwienie im kontaktu z nim.

Według NFZ 90 proc. pacjentów w hospicjach powinni stanowić chorzy nowotworowi. Fundusz dopuszcza jednak, by przyjmowano także pacjentów dotkniętych niektórymi chorobami układu nerwowego, np. alzheimerem, AIDS, ciężką niewydolnością oddechową bądź krążenia czy owrzodzeniem odleżynowym.

Lekarze umierają inaczej


Dr Ken Murray, emerytowany lekarz rodzinny i wykładowca na Uniwersytecie Stanowym w Karolinie Południowej, zainteresował się badaniami, z których wynikało, że tylko co czwarty Amerykanin umiera we własnym domu w otoczeniu bliskich, pozostali - w szpitalach. W jednym ze swoich artykułów zapytał prowokacyjnie: "Jak umierają lekarze?". I znalazł odpowiedź: "Lekarze umierają inaczej!".

Ci sami doktorzy, którzy podejmują próby ratowania życia swoich chorych za wszelką cenę, którzy reanimują umierających na raka, którzy podłączają ich do respiratorów, przedłużając tylko ich agonię, dla siebie wybierają inne odchodzenie. Wolą umierać, załatwiwszy swoje sprawy, spokojnie i bez bólu. Zdarza się, że na widok pacjenta, ofiary uporczywego leczenia, mawiają do kolegi: "Nie pozwól, żeby mnie coś takiego się przydarzyło". Niektórzy noszą nawet wisiorki z adnotacją, by w krytycznym stanie nie podejmowano prób ratowania ich za wszelką cenę. Są i tacy, którzy mają to wytatuowane na piersiach! - Amerykańscy lekarze - konkluduje dr Murray - mają dostęp do najnowocześniejszej medycyny, ale w tych okolicznościach wcale z niej nie korzystają.
Jakość czy długość życia: co lekarze wybierają dla siebie, a co dla pacjentów

Ten artykuł opierał się przede wszystkim na obserwacjach autora. Wkrótce jednak potwierdziły je badania. W 2014 r. "Journal of the American Medical Association", jedno z najbardziej cenionych pism lekarskich w świecie, opublikował artykuł na temat badań ankietowych przeprowadzonych wśród lekarzy. Przepytano prawie 4,5 tys. doktorów różnych specjalności, od lekarzy rodzinnych po onkologów w różnym wieku. Aż 86 proc. z nich odpowiedziało, że w przypadku zdiagnozowania u nich śmiertelnej choroby zrezygnowaliby z agresywnego leczenia wydłużającego życie na rzecz opieki paliatywno-hospicyjnej. Co ciekawe jednak, ci sami lekarze w większości nie proponowali takiego rozwiązania swoim własnym pacjentom. Tylko jeden na trzech pytanych przyznał, że rozmawia z chorymi w terminalnym stanie o możliwości skorzystania z pomocy hospicjum.

Wniosek z tych badań był taki: lekarze, którzy dla siebie wybraliby hospicjum, powinni mieć odwagę i umiejętności przeprowadzania z pacjentami rozmów, podczas których mogliby zaproponować im taką możliwość.

W 2008 r. Narodowy Instytut Raka w USA przeprowadził badania, z których wynika, że jakość życia pacjentów w terminalnym stadium choroby nowotworowej podłączonych do respiratora, reanimowanych przy użyciu defibrylatorów jest znacząco niższa niż pacjentów w stanie bliskim śmierci, u których zrezygnowano z tych wszystkich działań. Ryzyko depresji u bliskich nawet pół roku po śmierci chorego było trzykrotnie wyższe niż w przypadku przyjaciół i rodzin osób, którym pozwolono odejść, nie stosowawszy uporczywego leczenia.

"Większość ludzi uważa, że spędzanie z powodu choroby ostatnich dni życia na oddziale intensywnej terapii jest swego rodzaju porażką - pisze Gawande. - Leżysz podłączony do respiratora, twoje organy przestają funkcjonować, a umysł balansuje na granicy delirium, nie będąc w stanie uświadomić sobie, że już nigdy nie opuścisz tego obecnego miejsca skąpanego w świetle jarzeniówek. Nadchodzi twój koniec, a ty nie masz możliwości pożegnać się czy powiedzieć: Wszystko w porządku, Przepraszam albo Kocham cię".

Czasami chorzy poddają się agresywnemu leczeniu, bo tego oczekuje od nich rodzina, która nie może pogodzić się z nieuchronnością śmierci. Tymczasem śmiertelnie chory ma inne priorytety niż tylko przedłużenie życia - zauważa Gawande. Chciałby odejść na własnych warunkach, przede wszystkim unikając cierpienia. Chciałby się spotkać z przyjaciółmi, zacieśnić z nimi więź. Pojednać się z tymi, z którymi kiedyś się pokłócił, pozałatwiać stare sprawy.
36% Polaków nie wie, co to jest "zaniechanie uporczywej terapii"


Hospicjum wydłuża życie


Paradoksalnie hospicjum, miejsce kojarzące się tylko z umieraniem, może przynieść śmiertelnie choremu realne korzyści nie tylko w postaci lepszego ostatniego etapu życia, lecz także jego wydłużenia. W 2004 r. amerykańska firma ubezpieczeniowa Aetna postanowiła rozszerzyć ofertę opieki paliatywnej. Skierowała ją do osób, którym lekarze nie dawali więcej niż rok życia. Ubezpieczeni ci mogli skorzystać z usług hospicjum bez konieczności porzucania leczenia. Odsetek osób, które postanowiły skorzystać z hospicjum, wzrósł z 26 do 70 proc. Nie musieli z niczego rezygnować, więc początkowo nikt się temu nie dziwił. Potem okazało się, że coraz więcej pacjentów z agresywnego leczenia jednak rezygnuje. Rzadziej odwiedzali szpitalny oddział ratunkowy w swoim mieście. W grupie starszych ubezpieczonych o 85 proc. spadła liczba hospitalizacji na oddziałach intensywnej terapii. A nawet jeśli w ostateczności ludzie ci trafiali do szpitala, przebywali w nim na ogół trzy razy krócej niż ci, którzy wciąż jeszcze ze swoją śmiertelną chorobą walczyli. Dlaczego? Firma ubezpieczeniowa umożliwiła im rozmowę z lekarzem lub pielęgniarką opieki paliatywnej. Taka rozmowa wystarczyła, by w miarę postępów choroby rezygnowali z agresywnego leczenia.

Dowodem na to, że ich wybór był słuszny, jest przełomowe badanie przeprowadzone w 2010 r. w Massachusetts General Hospital w Bostonie. Badacze podzielili 151 pacjentów znajdujących się w czwartym stadium raka płuc na dwie grupy. Pierwsza otrzymała standardową opiekę onkologiczną. Drugą grupą obok onkologów zajęli się także specjaliści z zakresu medycyny paliatywnej. W tym wypadku ich celem było przede wszystkim uśmierzenie bólu towarzyszącego chorobie na tym etapie. Przy okazji jednak lekarze ci rozmawiali z pacjentami o tym, co jeszcze chcą zrobić w swoim życiu, z kim się spotkać, jak wyobrażają sobie swoje odejście.

Pacjenci z drugiej grupy znacznie wcześniej niż chorzy z grupy pierwszej decydowali się na zakończenie chemioterapii i przejście do opieki paliatywnej. Badania satysfakcji pokazały, że pod koniec życia cierpieli dużo mniej. Najbardziej zaskakujące okazało się jednak to, że pod opieką hospicjum żyli o 25 proc. dłużej!

Badacze byli w szoku. Pacjenci szybciej oddawali się pod opiekę hospicjum, bo zależało im na jakości ich życia w ostatniej jego fazie. Nie liczyli jednak na to, że może być dłuższe, skoro zrezygnowali z leczenia wszelkimi możliwymi sposobami i skoro w hospicjum przyjmowali duże dawki narkotyków, by uśmierzyć ból. A jednak!

W jeszcze innym amerykańskim badaniu naukowcy prześledzili losy prawie 4,5 tys. pacjentów objętych systemem Medicare, czyli rządowym system opieki zdrowotnej dla osób po 65. roku życia. Do badania wybrano pacjentów z chorobą nowotworową w terminalnym stadium oraz chorych w końcowej fazie niewydolności krążenia. Okazało się, że chorzy na raka trzustki zyskali dzięki hospicjum średnio trzy tygodnie życia, chorzy na raka płuc - średnio sześć tygodni, a pacjenci z niewydolnością serca żyli dzięki opiece paliatywnej aż trzy miesiące dłużej. Jak to wytłumaczyć? - Ból wyniszcza chorego tak jak rak, a medycyna paliatywna koncentruje się na jego zwalczaniu - odpowiada dr Pyszkowska.
Zgoda, jesteśmy śmiertelni

W hospicjum panuje inny reżim niż w szpitalu. Na nocnych stolikach można mieć na przykład kwiatek w doniczce. W hospicjum w Chorzowie widzę, jak jedna z pacjentek, mimo że już dawno po Bożym Narodzeniu, wciąż pielęgnuje swoją gwiazdę betlejemską.

W innej sali spotykam pana Włodzimierza. Siedzi na łóżku. Po płaskiej kołdrze poznaję, że jest po amputacji. Śmieje się beztrosko i wypytuje, z jakiej jestem gazety, a po co, a kiedy artykuł. Pokazuje swoje trzy komórki. Jedna stara. Druga całkiem nowa, dostał ją w prezencie na gwiazdkę. Trzecia służy za latarkę w nocy. Sąsiedzi pana Włodzimierza nie są tak pogodni, ale jemu uśmiech nie schodzi z twarzy.

Liliana Motyka ma 63 lata. Ponad dziesięć lat temu na raka umarł jej mąż. Kilka miesięcy po jego śmierci zgłosiła się do pracy w chorzowskim hospicjum jako wolontariuszka: - Niektórzy wyobrażają sobie, że hospicjum to patrzenie na umieranie. A to w ogóle nie tak. Hospicjum to jest pomoc ludziom. Otrzymujemy od nich więcej niż dajemy: cierpliwość i miłość. Gdzie indziej bym tej miłości już nie dostała - mówi.

Nie od razu to przyszło. Był okres żałoby i bunt. - Kłóciłam się z Panem Bogiem, bo zabrał mi męża w najlepszym okresie życia dla nas, kiedy już nie musieliśmy poświęcać się dla dzieci, kiedy mieliśmy mieć czas dla siebie - opowiada. - Mąż szybciej pogodził się ze swoją chorobą. To od niego nauczyłam się takiej postawy. Wciąż jeszcze zdarza mi się pytać: czemu go już nie ma? Na to pytanie nie ma jednak odpowiedzi. Z tym trzeba się pogodzić, bo tylko raz żyjemy. Drugi raz tą drogą już nie przejdę, więc idę najlepiej, jak potrafię.

Dr Pyszkowska wymienia etapy terminalnej choroby. To cierpienie fizyczne, depresja, lęk, poczucie izolacji, odtrącenia ze względu na chorobę, własnej nieprzydatności, poczucie zmarnowanego życia, winy. - Umierający pacjent może przechodzić kolejno różne stany emocjonalne. Od nadziei, po zaprzeczanie rzeczywistości, złość i wrogość, targowanie się z losem, depresję. Jeśli wszystkie je pokona, przychodzi akceptacja. By tak się stało, potrzebna jest mu jednak pomoc.

Tę pomoc niesie właśnie hospicjum. Umieranie nie jest łatwe. W ostatnim stadium choroby nowotworowej choremu nie towarzyszy już tylko ból. Dochodzi duszność, a czasem panika oddechowa. Mogą się pojawić nudności i wymioty, kłopoty z przełykaniem pokarmu, zaparcia, krwawienia, wodobrzusze, obrzęki i owrzodzenia. Do tego zaburzenia snu i lęk, gorączka i nadmierna potliwość.

Wszystkie te objawy zespół opieki paliatywnej potrafi łagodzić. Jego rola nie polega jednak tylko na tym, by podawać lekarstwa. Musi też przygotować rodzinę na moment odejścia. Podkreślić, że powinni być przy tym obecni. - Potrzebna jest obecność i dotyk - mówi dr Pyszkowska. - Zmysł dotyku kształtuje się już w życiu płodowym, a gdy umieramy, jest ostatnim, który gaśnie. Dotyk to niewerbalny znak bezpieczeństwa. Uspokaja. Już nasza obecność zmniejsza lęk bliskiej nam osoby przed śmiercią. Dotyk to jej dopełnienie.
Jesteśmy coraz fajniejsi. Emeryci wchodzą w wolontariat


Hospicjum w każdym powiecie


W USA pod koniec lat 80. tylko 17 proc. ludzi umierało w swoich domach. Ten trend się jednak odwrócił, i to właśnie dzięki hospicjom. W 2010 r. aż 45 proc. Amerykanów umarło w hospicjum bądź korzystając z domowej opieki paliatywnej.

A jak jest w Polsce? Co roku na raka w naszym kraju umiera 100 tys. osób. Ile z nich odchodzi we własnych domach - nie wiadomo, bo nikt nie prowadzi statystyk. Nie wiadomo też, ilu chorych, mimo potrzeby, nie dostaje się pod opiekę hospicjum. W internetowym informatorze NFZ o czasie czekania na świadczenia medyczne w ogóle nie ma danych o hospicjach.

Dr Pyszkowska, która wiele lat przewodniczyła Polskiemu Towarzystwu Medycyny Paliatywnej co do jednego jest pewna: - Opieki paliatywnej jest w Polsce za mało. Zespoły działające przy hospicjach opiekujące się chorymi w stanie terminalnym w ich domach powinny być w każdym powiecie. Choćby dlatego, że NFZ płaci im tylko za opiekę nad pacjentami w promieniu 30 km. Tymczasem powiatów w Polsce jest prawie 400, a hospicja są tylko 164. W rozległym obszarowo województwie zachodniopomorskim działają jedynie cztery.

Jednak nawet tam, gdzie hospicjów jest wiele, zdarza się, że chorzy czekają w kolejkach. I czasami nie dożywają momentu, kiedy zespół może ich objąć opieką. To ma się zmienić. Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało włączenie opieki paliatywnej do pakietu onkologicznego, co pozwoli na zniesienie limitów narzucanych obecnie przez NFZ. Zmiany te wejdą w życie najwcześniej we wrześniu.

Innym problemem zespołów opieki hospicyjno-paliatywnej są niskie stawki, jakie płaci za opiekę NFZ. Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji uznała, że powinny być podniesione o 60 proc. Na podwyżki NFZ na razie nie ma pieniędzy. Przed upadkiem hospicja ratują przede wszystkim darczyńcy.

Za co (czasem) zapłacimy


Zespoły paliatywne nigdy nie biorą pieniędzy od chorych i ich rodzin za opiekę. Mogą z niej korzystać także osoby nieubezpieczone.

Hospicja zajmują się wypożyczaniem sprzętu potrzebnego do opieki nad chorymi, m.in. specjalistycznych łóżek, materaców przeciwodleżynowych, wózków inwalidzkich, balkoników i lasek, koncentratorów tlenu, krzeseł-sedesów. W większości placówek sprzęt wypożyczany jest bezpłatnie. Tylko w razie uszkodzenia, trzeba pokryć koszty naprawy.

Niektóre hospicja pobierają jednak opłaty. Na przykład wypożyczenie łóżka sterowanego elektrycznie kosztuje 70 zł na miesiąc, wózka inwalidzkiego - 150 zł, roweru do rehabilitacji - 30 zł, a toalety dla niepełnosprawnych - 30 zł.

Zależnie od wartości sprzętu wypożyczający płaci kaucję (do 150 zł) lub podpisuje weksel.
Dla kogo jest hospicjum

* Leczenie paliatywne przeznaczone jest dla chorych w okresie terminalnym z chorobą nowotworową, AIDS, chorobą mięśniowo-nerwową (zaniki mięśni), gośćcem, chorobą niedokrwienną kończyn, przewlekłym zapaleniem trzustki, stanem po udarze mózgu, niepoddającą się leczeniu niewydolnością krążenia, oddychania i nerek, chorobą Alzheimera, trudnymi do wyleczenia odleżynami.

* Hospicjum domowe polega na opiece nad pacjentem w jego domu. Odwiedza go wtedy lekarz, pielęgniarka, psycholog, wolontariusze, którzy pomagają w załatwieniu codziennych spraw.

* Hospicjum stacjonarne to oddział opieki paliatywnej, w którym pacjent ma całodobową opiekę (takie oddziały znajdują się też w szpitalach ogólnych).

* By dostać się pod opiekę hospicjum, potrzebny jest dokument potwierdzający, że leczenie przyczynowe choroby zostało zakończone. Skierowanie do hospicjum może wystawić lekarz rodzinny lub ten, który leczył pacjenta z powodu nowotworu. Potrzebne jest także oświadczenie, w którym chory lub (gdy nie jest to już możliwe) jego opiekun wyraża zgodę na przebywanie w hospicjum.

* Hospicja domowe dla dzieci (nie ma stacjonarnych) zajmują się wszystkimi nieuleczalnie chorymi dziećmi, u których choroba postępuje i nie ma już szans na poprawę dzięki leczeniu w szpitalu. Warunkiem objęcia dziecka opieką jest zgoda rodziców, opiekunów i samego dziecka, jeśli ukończyło 16 lat, oraz lekarza kierującego do hospicjum. Hospicja dla dzieci mogą objąć opieką pacjentów w promieniu 100 km.

* Celem hospicjum jest zapewnienie choremu dobrej jakości życia u jego schyłku, wyzwolenie od bólu i złagodzenie objawów choroby, pomoc w zaakceptowaniu sytuacji. Opieka paliatywna obejmuje też pomoc psychologiczną i opiekę nad rodziną chorego oraz zorganizowanie pomocy socjalnej.

* Hospicja organizują grupy wsparcia dla osób, których dotknęła śmierć kogoś bliskiego. W czasie spotkań można również uzyskać fachową pomoc psychologa.

Jak się leczy ból u pacjentów hospicjum


Tłumaczy dr Jerzy Jarosz*, specjalista medycyny paliatywnej:

W terapii przeciwbólowej dążymy do osiągnięcia poziomu uśmierzenia bólu, który jest akceptowalny dla chorego. U około 10 proc. pacjentów nowotworowych poziomu akceptowalnego nie daje się osiągnąć. Oczywiście są leczeni, ale niestety z gorszym efektem.

W leczeniu bólu nowotworowego dysponujemy trzema grupami leków: I stopnia, czyli nieopioidowe, do których należą niesterydowe leki przeciwzapalne i paracetamol; II stopnia, czyli słabe opioidy, m.in. kodeina i tramadol; III stopnia, czyli m.in. morfina, oksykodon, fentanyl, buprenorfina. Wszystkie są w Polsce dostępne i stosowane.

Leki I i II stopnia wykazują efekt pułapowy, to znaczy, że po osiągnięciu górnego pułapu dawki nie należy jej już zwiększać, bo nie przyniesie to pożądanego efektu terapeutycznego, a może zaszkodzić.

W takiej sytuacji sięga się po leki III stopnia. Leki te, z wyjątkiem buprenorfiny, nie wykazują efektu pułapowego. Każde kolejne zwiększenie dawki spowoduje wzmocnienie działania przeciwbólowego. Nie każdy jednak toleruje wysokie dawki danego leku i szybko może odczuwać efekty uboczne. Wtedy zmieniamy lek na inny z tej samej grupy.

Oprócz leków opioidowych stosowane są też leki uzupełniające, tzw. adjuwantowe. Nie mają większego działania przeciwbólowego, ale wzmacniają działanie głównego leku. Do adjuwantów zaliczamy niektóre leki przeciwpadaczkowe i przeciwdepresyjne, a także medyczną marihuanę.

W leczeniu przeciwbólowym obowiązuje zasada: leczenie ma być skuteczne. Jeśli ból nie ustępuje lub narasta, leczenie powinno być zmienione. Należy zastosować lek wyższego stopnia lub zmienić zestawienie. Łączymy ze sobą leki o różnych mechanizmach działania. Zwykle to połączenie leku I stopnia z lekami II lub III stopnia oraz leki uzupełniające.

Leki podajemy doustnie, przez-skórnie w postaci plastrów lub przez iniekcje. Preferowaną formą jest stosowanie doustne - jako najprostsze. Jeżeli jest to niemożliwe (np. trudności w połykaniu, wymioty), wybiera się np. plastry. Morfina może być też podawana podskórnie lub w okolice rdzenia kręgowego. Dzięki takiej aplikacji możemy znacznie zmniejszyć potrzebną dawkę.

Dla pacjentów w zaawansowanych stadiach choroby, u których leczenie bólu trwa niezbyt długo, nie ma zagrożenia uzależnienia się od leków opioidowych. Chorzy i ich najbliżsi nie powinni się obawiać leczenia opioidami. Uzależnienie od leków opioidowych może się rozwinąć w przypadkach wieloletniego leczenia, np. u chorych z bólem przewlekłym pochodzenia nienowotworowego (np. bóle pleców, bóle głowy, bóle z uszkodzonych nerwów).

Zaufanie i dobra współpraca pacjenta z lekarzem gwarantują, że leczenie przeciwbólowe jest bezpieczne. Najgorszą z sytuacji jest odrzucenie możliwości pomocy z powodu nieuzasadnionych obaw. Takie nieuzasadnione obawy miewają także lekarze. Możemy mówić o polskiej opioidofobii, szczególnie widocznej w szpitalach, na etapie aktywnego leczenia przeciwnowotworowego. Niestety Polska należy do krajów o niskim zużyciu leków opioidowych, a jest to wskaźnik jakości leczenia przeciwbólowego. Zużywamy pięć razy mniej opioidów niż kraje wysokorozwinięte.

Onkolodzy skupiają się na terapii przeciwnowotworowej, ból uznając za kwestię drugorzędną i przemijającą. W rzeczywistości oznacza to skazywanie pacjenta na cierpienie. Zaniedbania w leczeniu są tym bardziej niezrozumiałe, że w Polsce leki opioidowe, stosowane w leczeniu bólów nowotworowych, są dostępne i refundowane. Chory nie musi za nie płacić na żadnym etapie leczenia.

*lekarz fundacji Hospicjum Onkologiczne św. Krzysztofa w Warszawie
(Not. Anita Karwowska)

Korzystałam z: Atul Gawande, "Śmiertelni. Medycyna i to, co najważniejsze"; Shirley du Boulay, Marianne Rankin "Okno nadziei. Cicely Saunders - założycielka ruchu
hospicyjnego" oraz strony http://www.hospicja.pl


http://wyborcza.pl/TylkoZdrowie/1,13747 ... tywna.html
Ur. 1948; XII/2014-DRE, PSA-12,49; I/2015-TRUS stercz 29,5 ml; II/2015- biopsja formalna, CaP,Gl 4+3,lewy bioptat utkanie 30%; Start HT 16.03.2015 Zoladex10,8 + Flutamid 3x1; III/2015- rtg klatki-płuca OK, zwyrodnienie kręgosłupa; III/2015 – TK jamy brzusznej i miednicy mn. - gruczoł krokowy powiększony (42x45x38), dobrze odgraniczony, niejednorodny. Pęcherzyki nasienne nie wykazują zmian. Nie stwierdzono powiększenia węzłów chłonnych. Ściany pęcherza wykazują cechy wzmożonej trabekulacji. Nie stwierdza się meta do kości i płuc. Zwyrodnienie stawów biodrowych i kręgosłupa, dyskopatia wielopoziomowa. Pozostałe organy OK.; 20.03.2015 – PSA 9,55; 02.06.2015 - PSA 0,83;Test. 0,33ng/ml ;08.06.2015 - Zoladex10.8 (2-gi zast.); Flutamid STOP; 02.09.2015 - PSA 0,67; 11.09.2015 -Zoladex10.8 (3-ci zast.); 08 i 15.09.2015 MRI miednicy i jamy brzusznej - OK; prostata 28,2 ml, brak zmian meta;17.09.2015 - Konsylium - zakwalifikowany do RT radykalnej,T2c; 16.10.2015 - Brak techn.możliwości wyk. RT w CO Opole, przekierowanie do Gliwic; 26.10.2015 - Zakwalifikowany do mono-brachyterapii HDR w COI Gliwice; HDR BT 05.11 - 3.12.2015 3x11Gy/g razem 33 Gy; HT stop 07.12.2015;19.04.2017- Scyntygr. kości -OK; 29.08.2017 włącz. HT Apo-Flutam (3x1) + 12.09.2017 Eligard 22,5; 15.09.2017- PET jedno ognisko meta do talerza biodr.; 02.10.2017- Apo-Flutam STOP; 11.12.2017- Eligard 45; Luty 2018 -Eligard nie działa, błąd przy podawaniu; 20.02.2018 - włączono Bicalutamid 1x50 mg/doba; Czerwiec 2018- Eligard 45 + Bicalutamid 1x50/doba;

PSA po HDR BT, kolor-inne lab.,w nawiasach testost.: 18.01.2016 - 0,493; 25.04.2016 - 0,709 (T-2,43); 08.08.2016 -0,773 (T-5,41); 14.11.2016 -0,863; 20.03.2017- 3,57 (T-5,86); 24.04.2017- 8,782; 28.08.2017-37,006 (T-7,88);12.10.2017-15,580;10.11.2017-13,730;(06.12.2017 T-0,22);11.12.2017-9,997; 10.01.2018-6,030 (T-0,27);08.02.2018-5,57 (T-3,99); 14.02.2018-6,94 (T-5,92); 20.02.2018-9,82 (T-8,02); 11.04.2018-3,713 (T-9,53); 18.06.2018-3,193 (T-9,79); 19.07.2018-3,020 (T-0,19:) 18.09.2018- 2,65 (T-0,19);

"Dni są długie, a lata krótkie" Paul Kalanithi
starys
Użytkownik
 
Posty: 609
Rejestracja: 14 mar 2015, 13:49
Blog: Wyświetl blog (0)

Re: Przygotowanie do nadchodzącego kresu życia.

Nieprzeczytany postautor: zosia bluszcz » 02 paź 2018, 11:41

Starys, dzięki za zamieszczony artykul.


Mam też wykaz hospicjów w Polsce, gdzie ją wkleić?


Link do strony z listą hospicjow w Polsce zamiescilam w ponizszym temaciew styczniu tego roku:

Rak-Prostaty ~ Prostate-Cancer • Wyświetl temat - OPIEKA PALIATYWNA - HOSPICJA
viewtopic.php?f=9&t=1110&p=91397&hilit=hospicja#p91397

Myslę, ze mozemy polaczyc te dwa tematy a link do strony z hospicjami zamiescic dodatkowo w zupelnie oddzielnym, zamkniętym wątku, tak aby nie zostal zakopany pod innymi postami.

pzdr
zosia
[color=#FFBF00]..........................Obrazek
zosia bluszcz
Złoty Gladiator
Złoty Gladiator
 
Posty: 7606
Rejestracja: 13 cze 2009, 02:06
Blog: Wyświetl blog (0)

Re: Przygotowanie do nadchodzącego kresu życia.

Nieprzeczytany postautor: starys » 02 paź 2018, 22:08

Zosiu,
myślę, że to dobry pomysł :)

Rzuć okiem na załącznik, tu lista jest o ok. 40 pozycji dłuższa niż pod twoim linkiem i nie wiem dlaczego...

Hospicja w Polsce w układzie wojewódzkim.docx






Starys, nie mam pojęcia skąd ta roznica, ale link zamiescilam w zamkniętym wątku, o ktorym pisalam wyzej.
Scalilam rowniez tematy Opieka paliatywna i Przygotowanie do nadchodzącego kresu zycia. (Posty odbiegające od profilu tematu przenioslam do Pogaduch.)
pzdr
zosia
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.
Ur. 1948; XII/2014-DRE, PSA-12,49; I/2015-TRUS stercz 29,5 ml; II/2015- biopsja formalna, CaP,Gl 4+3,lewy bioptat utkanie 30%; Start HT 16.03.2015 Zoladex10,8 + Flutamid 3x1; III/2015- rtg klatki-płuca OK, zwyrodnienie kręgosłupa; III/2015 – TK jamy brzusznej i miednicy mn. - gruczoł krokowy powiększony (42x45x38), dobrze odgraniczony, niejednorodny. Pęcherzyki nasienne nie wykazują zmian. Nie stwierdzono powiększenia węzłów chłonnych. Ściany pęcherza wykazują cechy wzmożonej trabekulacji. Nie stwierdza się meta do kości i płuc. Zwyrodnienie stawów biodrowych i kręgosłupa, dyskopatia wielopoziomowa. Pozostałe organy OK.; 20.03.2015 – PSA 9,55; 02.06.2015 - PSA 0,83;Test. 0,33ng/ml ;08.06.2015 - Zoladex10.8 (2-gi zast.); Flutamid STOP; 02.09.2015 - PSA 0,67; 11.09.2015 -Zoladex10.8 (3-ci zast.); 08 i 15.09.2015 MRI miednicy i jamy brzusznej - OK; prostata 28,2 ml, brak zmian meta;17.09.2015 - Konsylium - zakwalifikowany do RT radykalnej,T2c; 16.10.2015 - Brak techn.możliwości wyk. RT w CO Opole, przekierowanie do Gliwic; 26.10.2015 - Zakwalifikowany do mono-brachyterapii HDR w COI Gliwice; HDR BT 05.11 - 3.12.2015 3x11Gy/g razem 33 Gy; HT stop 07.12.2015;19.04.2017- Scyntygr. kości -OK; 29.08.2017 włącz. HT Apo-Flutam (3x1) + 12.09.2017 Eligard 22,5; 15.09.2017- PET jedno ognisko meta do talerza biodr.; 02.10.2017- Apo-Flutam STOP; 11.12.2017- Eligard 45; Luty 2018 -Eligard nie działa, błąd przy podawaniu; 20.02.2018 - włączono Bicalutamid 1x50 mg/doba; Czerwiec 2018- Eligard 45 + Bicalutamid 1x50/doba;

PSA po HDR BT, kolor-inne lab.,w nawiasach testost.: 18.01.2016 - 0,493; 25.04.2016 - 0,709 (T-2,43); 08.08.2016 -0,773 (T-5,41); 14.11.2016 -0,863; 20.03.2017- 3,57 (T-5,86); 24.04.2017- 8,782; 28.08.2017-37,006 (T-7,88);12.10.2017-15,580;10.11.2017-13,730;(06.12.2017 T-0,22);11.12.2017-9,997; 10.01.2018-6,030 (T-0,27);08.02.2018-5,57 (T-3,99); 14.02.2018-6,94 (T-5,92); 20.02.2018-9,82 (T-8,02); 11.04.2018-3,713 (T-9,53); 18.06.2018-3,193 (T-9,79); 19.07.2018-3,020 (T-0,19:) 18.09.2018- 2,65 (T-0,19);

"Dni są długie, a lata krótkie" Paul Kalanithi
starys
Użytkownik
 
Posty: 609
Rejestracja: 14 mar 2015, 13:49
Blog: Wyświetl blog (0)

Poprzednia

Wróć do Pogaduchy * Conversations

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości

logo zenbox